ZAPRASZAM

czwartek, 25 lutego 2016

Polsko jaka jesteś?

POLSKO JAKA JESTEŚ ?
( na podstawie teczki Bolka)


      Mimo , że doszło już do pewnych wyjaśnień, nadal jednak podsycany jest ogień z jednego pieca w którym huczy. Wałęsa kłamie, Wałęsa zdradził. Kogo, kogo i kiedy? Skoro on kłamie, to kłamie również J. Kaczyński, bo oświadczył, że widział dokument na odmowę współpracy Walesy ( ta sama data co na sprzecznym dokumencie)? Kłamią też grafolodzy, którzy dokument o odmowie współpracy zbadali dokładnie wiele lat temu? Kłamią sądy, które na podstawie badań, ustaliły tamte dokumenty za autentyczne? Kłamie też (obecnie) grafolog, który publiczne oświadczył, że w dokumencie o współpracy są oznaki odwzorowywania ( podrabiania) pisma Wałęsy? Kłamie też sama teczka , która powiększyła się cudem o jedną stronę? (W spisie treści teczki jest jedna strona mniej niż w dokumentach.) Wszyscy kłamią, prawdę mówi tylko idea, Wałęsa był Bolkiem. Ludzie trochę opamiętania. Należycie do elit z wysokim poziomem inteligencji. Mówię do napuszczaczy. KISZCZAK w trumnie teraz rechocze, aż wieko od niej podskakuje. Porzućcie mentalność kibola stadionowego, żądnego krwi. Tak, mentalność ta zapanowała nawet wśród niektórych ludzi, uznawanych dotychczas za autorytety. Nie wydawajcie osądów, aż się wszystko wyjaśni. Dla niektórych sprawa Wołynia też jest oczywista, choć wiele w niej kłamstw, zlej propagandy. Przecież film to pokazuje, mówią niektórzy. Dla mnie jest jednak jasne, i od dawna, że to w dużej mierze to intryga NKWD. Jak duża? Właśnie to staram się zbadać i upublicznić. Nie jestem żadnym autorytetem. Napisałem tylko sześć książek w tym dwie bajki i dwa tomy wierszy. Nic takiego. Staram się być tylko człowiekiem myślącym i nie mam natury widza z trybun Koloseum.
Jestem daleki od osądów kogokolwiek. Dlaczego ? Bo jest kilka opcji, kilka logicznych tłumaczeń. Nie zapominajmy , że SB w tamtym okresie fałszowało wiele dokumentów. Z więzień powyciągano najlepszych fałszerzy. Nie tylko na okoliczność Nobla Wałęsy. Kiszczak i spółka prowadziła robotę dwu - frontowo. Miała na celu obalić władzę Jaruzelskiego i rozprawić się z Solidarnością. Zabicie Popiełuszki, nie było powodem puszczenia nerwów sbeków. To założony plan Kiszczaka i jemu podobnych, do obalenia władzy Jaruzelskiego i rozprawienia się z solidarnością. Jaruzelski był zbyt silny, żeby go ot tak wyrzucić. Miał za sobą całą armię. Przeszkadzał jednak opcji Kiszczak w przejęciu władzy silnej ręki. Przy konfrontacji siłowej kilka chwil i by było po sbekach. Natomiast nastawienie społeczeństwa w którym władza, morduje księdza, dawała dużą pewność, że społeczeństwo ruszy. Na czele stanie Solidarność. Wtedy bez problemów zdejmie się Jaruzelskiego, przejmie władzę i zrobi porządek z Solidarnością, klerem itd. To wszystko było bardzo perfidne. Czy Jaruzelski o tym wiedział? Myślę, że tak, tylko z kim miał się z tym podzielić. Czy Wałęsa o tym wiedział? Może, w pewnym okresie zdał sobie z tego sprawę. Ale to tylko moje dywagacje na temat. Jeżeli tak, to szybko zrozumiał, nie pora i czas informować o tym społeczeństwo. Dlaczego? Dlatego, że wśród wielu zaczęto by mówić i wątpić w wiele spraw. Nazwano by go sprzedawczykiem. Teraz też wielu nazwało go robolem , zdrajcą, kłamcą. Nie wiem, czy dlatego żeby podnieś swoją własną i wątpliwą wartość, dla kariery, czy z głupoty ? Nie mój to problem, czy było im wstyd, czy nie mogli patrzeć na siebie w lustrze, że takie niby nic, zwykły robol osiągnął tak wiele, a oni faktycznie są zerami? To ich problem. Natomiast plucie na Polskę i wielkich Polaków, to nasz problem. A polityka jest taka jaka jest. Proszę jednak wszystkich. Mniej plucia, mniej podziałów i osądów. Więcej dialogów między podziałami partyjnymi , mniej śliny z jadem i wytykania - ten komuch, ten pisiol, tamten jeszcze inny. Bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Jesteśmy wszyscy Polakami i kochamy nasz kraj. Jak tak i to prawda, to proszę, przestańmy go traktować jak piłkę na boisku.
Teczki? Rzeczy które powoli wychodzą z teczek. Jak na przykład potwierdza się, że atak ZSRR na Polskę był bardzo prawdopodobny, morderstwo Popiełuszki - to spisek SB zmierzający do definitywnego pogrążenia Jaruzelskiego, listy Passęta i Celińskiego z poparciem dla ówczesnego rządu ( myślę, że mogli mieć większą wiedzę niż inni i widzieli powstający dialog? Nie wiem.). Dlatego ja zawsze mówię - nie mów hop, zanim rowu nie przeskoczysz. Myślę ( mam nadzieję), że wyjdzie jeszcze wiele spraw. Ja przynajmniej na razie nie będę nikogo w chwili obecnej wytykał palcem i robił sabatu czarownic. Kiedy będą mówić, że ktoś postąpił źle, zawsze zapytam się dlaczego ( bo to ważne) i to bez względu na to z jakiej on opcji politycznej pochodzi. Jestem człowiekiem wolnym i nie obciążonym żadną partyjnością. Dlatego zawsze potrafię stać z boku i trzeźwo myśleć, nie bojąc się, że moich słów, moja partia nie zaakceptuje. Myślę i widzę, że nie wszyscy mają taka swobodę. Uważam też, że ideologiczne zacietrzewienie, nie prowadzi do niczego dobrego. Na pewno nie do odkrycia prawdy. Myślę, że to jest to, na czym nam wszystkim powinno zależeć najwięcej. Możemy się sprzeczać, stawiać argumenty za i przeciw. Możemy wysuwać swoje punkty widzenia i swoje racje. Jednak jakikolwiek partyjny interes powinien stać z boku. Bo chyba chcemy dociekać prawdy?
(Nie mówię, że należenie do jakiejś partii , czy bycie jej sympatykiem to coś złego. To sprawa prywatna każdego z nas, jego sumienia, rozumienia wielu spraw.)
Ostatnie wypowiedzi napawają optymizmem, że nasz naród potrafi ze sobą rozmawiać. Był czas, że w necie, mediach było widać, że kiedy jeszcze sznurek był na zawiązanych teczkach, co niektórzy mieli już pełną wiedzę i gotowy osąd. No cóż przykre to, bo wśród nich było również kilku ludzi uznawanych za autorytety. Nikt jednak nie przypomniał sobie, że kiedy Wałęsa miał dostać Nobla, SB przygotowywało dokumenty do jego kompromitacji. Być może, że to właśnie te dokumenty? Dziwię się ludziom nauki, intelektualistom, autorytetom. Jest wiele spraw nie jasnych. Jedne ważne, inne bez znaczenia. Czy to, aż tak ważne, że kogoś do stoczni podrzucił kuter Marynarki Wojennej. Padnie mit, może za tym sprawa polityczna, współpraca? Nie. To była decyzja załogi kutra, kilku osób i żadna w tym wielka polityka. Zobaczyli człowieka chodzącego po nadbrzeżu, kombinującego jak dostać się do stoczni i zapytali czy go nie podrzucić wodą.To wszystko, zero współpracy, polityki. Na chwilę zrobił się z tego lokalny szum, wyciszony w tamtej J. W. Chłopaki o mało co z wojska za ten wyczyn nie wylecieli. Tłumaczyli się, że chcieli pomóc robotnikowi który spóźnił się do pracy. Wszyscy wiedzieli, że to ściema, ale przyjęto to tłumaczenie i sprawę wygasła. Pasażer też ich nie wydał. Czy to ma znaczenie? Nie. Powtarzam, w tym było zero polityki. Następne, ten człowiek który zginął i był niesiony na drzwiach, stał się bohaterem jako Wiśniewski. Naprawdę nazywał się Godlewski. Jednak Wiśniewski stał się symbolem, śpiewano o nim i tak już zostało. Skąd to wiem? Bo ten co zginął, był akurat znajomym moich znajomych. I nie był on wcale robotnikiem. Jego rodzice byli naukowcami, on chyba jeszcze wtedy studiował, ale tego nie jestem pewny. Nie szedł też w proteście pod Komitet Wojewódzki. Po prostu zbieg okoliczności, znalazł się akurat w tym miejscu. Umarł tak samo, ale robić bohatera z przypadkowego przechodnia? Dużo jest takich mitów. Cofnijmy się trochę w historię. A kasztanka naczelnika? Żaden koń tak długo nie żyje. Byłby to koński rekord Guinnessa. Stała się jednak symbolem i tak zostało. Tych koni w sumie było chyba 2 czy 3 sztuki. Nie ważne. Czy Solidarność bez zgody i aprobaty ówczesny władz mogła zrobić przewrót? Moim zdaniem i nie tylko moim, nie. Były natomiast dwa obozy. Ten Kiszczaka który mówił, że nadszedł czas na ostateczną konfrontację i całkowita likwidację ruchu Solidarności. To co nie zmieściłoby się w polskich więzieniach, miało wakacje w gułagach zagwarantowane. Drugi obóz, Jaruzelskiego mający władzę w rękach i chcący się władzą podzielić. Podzielić w mądry sposób, bez rozlewu krwi i awantur, do których mógł w każdej chwili włączyć się Wielki Brat zza Buga. Wielu jednak opluwa generała. Myślę, że teraz też kilku napluje na mnie. Sądzę jednak, że kiedyś historia się obroni i to na spokojnie. Nie ważne. W latach 80/90 był czas tworzenia bohaterów i pokazywania heroizmu. I tak się stało. Jest w tym wszystkim trochę mitów. Prawda jest taka, że nastąpił podział władzy, a nie całkowite jej oddanie. Jaruzelski uspokajał i tłumaczył stronom będącym za zmianami politycznymi -jeszcze nie czas na gwałtowne działania. To samo mówił Wałęsa. Małymi krokami zajdzie się dalej, niż biegiem. Społeczeństwo chciało jednak igrzysk. A więc mu je podawano. Likwidacja PZPR - następna sprawa. Nagła i dla niektórych niespodziewana. Nawet działacze tej partii jadący na zjazd nie wiedzieli, że taka decyzja zapadnie. Opcja Kiszczaka była więcej jak pewna, że nastąpią decyzje dotyczące likwidacji Solidarności, w sposób definitywny. Ufali, że partia podejmie taką decyzję. Likwidacja była przygotowana w dużej tajemnicy i zaskoczyła wielu, nawet tych będących u władzy. Tak to była metoda małych kroków. Przyszedł czas na takie decyzje i je podjęto. Prawdziwe historie czasami inaczej wyglądają niż te pisane. Tych w życiu faktycznych prawd, to wiele rozmów Polaków, tych którzy potrafili stanąć między podziałami. Tych dla których Polska była najważniejsza. Było ich wielu, wymienię tylko dwóch - Wałęsa, Jaruzelski .... Zamiast wytykania typu, ten komuch, tamten nie, prawdziwy podział powinien inny. Na prawdziwych Polaków i tych drugich którzy nimi nie są. Dla potrafiących utrzymać dialog i na głupców, żądnych rozrób. Ale niewielu potrafi to zrozumieć. A teraz możecie śmiać się pluć, nazwać mnie nawet idiotom. Możecie mówić, że moje sześć książek wrzucicie do śmietnika. To już wasza sprawa. Pada też pytanie wielu - czemu Wałęsa powiedział teraz - tak podpisałem. Bo widział to wielkie szczucie, napad na niego elit różnych opcji, którzy ryzykując dobre imię autorytetów, (nie wiem z głupoty czy chęci kariery) postawili na jedną kartę. Opluć Wałęsę. Już to pisałem, ale powtórzę. Wieko trumny podskakuje od śmiechu Kiszczaka. Zagrał mecz zza grobu i go wygrał. SB konta naród 1:0, dla SB. Znowu ferment, znowu zbłaźnienie się wielu ludzi, którzy mieli do tej pory status autorytetów, obecnie zyskali zmianę jego nazwy na status głupców i oszczerców.
Czy współpraca między podziałami, opcjami politycznymi, wiernymi, a ateistami, etc., jest możliwa? Myślę, że tak i mam na to nawet przykład z życia, z czasów moich dziecięcych lat. Z czasu pobytu na wakacjach. Mój wujek mieszkał w Karminie k. Pleszewa woj. Wielkopolskie. To duża wieś i był tam PGR specjalizujący się w hodowli pszczół. (Był chyba, kierownikiem pasieki.) Miejscowe elity to ksiądz, sekretarz PZPR i kilku innych. Wszyscy żyli w zgodzie. To lata 50-te , lata Bieruta . Wieczorem ta elita spotykała się na brydżu. Wzajemnie sobie pomagali, przy brydżu radzili nad dobrem wsi. Sekretarz PZPR dostał przydział na służbowe radio. To radio w niedzielę było w kościele i wierni słuchali mszy. Jak się nie mylę z Watykanu. Natomiast z ambony podczas ogłoszeń parafialnych ksiądz mówił o tym kiedy odbędzie się zebranie POP danej komórki. Ci ludzie żyli w symbiozie, społeczeństwo też. Ja byłem wtedy dzieckiem. W wieku dorosłym, ten temat wrócił kilka razy w rozmowach. Co tych ludzi połączyło? Wszyscy byli myśliwymi i któryś z nich na polowaniu wpadł na pomysł, po co walczyć, jak można współpracować. Jak to się skończyło? Normalnie. Doszło to wyżej, sekretarza chyba zamknęło UB, księdza gdzieś przeniesiono. Nie znam dalszych losów tych ludzi. Dla mnie jednak został przykład - takie rzeczy są możliwe. Trochę dobrej woli ze strony tych co mają władzę. Ludzie z tej wsi sami wybierali kto za ateizmem, kto za Bogiem. Nikt ich za przekonania nie wytkał palcem. Zbyt pięknie by to akceptować? Nie, lepiej na bagnety i zniszczyć tych drugich?
Czy są jeszcze autorytety? No właśnie kilka chyba padło. Nie wiem, z niskich pobudek, czy z głupoty. Ja sobie wziąłem głęboko do serca pewne słowa które padły kiedyś pod moim adresem w pewnej grupie dociekającej prawdy historycznej. Są to słowa - wystarczy jedno zdanie mówiące nieprawdę w całym tekście prawdy, a wszystko staje się mało wiarygodne i wątpliwe prawdy ( chodzi o sens , a nie dokładną wypowiedź) . Tak to prawda. Dziękuję za te słowa. One przydałyby się wielu ludziom. Może wtedy znowu byłyby autorytety?
Autorytetów i prawych ludzi jak na lekarstwo. Z przykrością muszę stwierdzić, że tak jest. Podgrzewa się społeczeństwo do igrzysk między sobą. To przykre. Każdy ma prawo do własnego zdania, oceny i dyskusji. To jest budujące, bo wnosi jakiś nowy obraz, tok rozumowania, pokazuje coś na co nie zwracano uwagi. Natomiast osądy, plucie, wieszanie i wytykanie? Daleki jestem od tego. Myślę, że nawet jak coś się dzieje złego, to dochodzenie prawdy dlaczego tak się dzieje, przyczyn, powodów, jest o wiele ważniejsze, niż krzyki - powiesić go. Nie powinniśmy się dawać wmanewrować w żadne awantury polityczne, czy budowanie czyś karier na plecach narodu. Nie mówię w tej chwili nawet o ludziach władzy, tylko o tych co są maluczkimi i zobaczyli okazję do wejścia na kolejny szczebel grzędy kariery.
Nie karzę ludziom milczeć. Róbmy to bez emocji, populizmu, robieniu sobie lub drugim karier politycznych, załatwianiu stołków metodą plucia jadem i wytykania. Dajmy pracować historykom, ekspertom, naukowcom wszystkich potrzebnych branż, bez presji społecznej i zbędnych emocji. Nie ma ludzi kryształowych. Każdy ma jakieś słabostki, braki, rysę. Chcemy o czymś mówić - proszę. Ale traktujmy to normalnie. Mówmy ludzkim głosem. Każdy z nas popełnił jakieś błędy w podejmowaniu decyzji. Ci wielcy chyba też. Niema ludzi z kryształu, stali czy innego budulca. Takich nieskazitelnych. Oceniajmy ich za dokonania. Powinniśmy to zrozumieć i przyjąć za normalność. Oceniajmy za dokonania, umiejętność dialogu i doprowadzeniu sprawy do pozytywnego zakończenia.

Wojciech Paweł Wiatr

poniedziałek, 22 lutego 2016

Dziwny kraj



Dziwny dzisiaj jest mój kraj,
tu mi mówią weź, tam daj.
Lecz gdy bilans swój wyłożę,
znów wychodzi, że dołożę.

poniedziałek, 15 lutego 2016

W obronie książek w Rosji



Tłumaczenie tekstu Ivana Pawłowa ( adwokata) z języka rosyjskiego na polski:
( https://www.facebook.com/pavlov.svobodainfo )

Jak na razie dyrektor Biblioteki Ukraińskiej Literatury Natalia Szarina czwarty już miesiąc siedzi w areszcie domowym w Moskwie, w Petersburgu rozpala się książkowy skandal: "opiergruppa "wycofała z drukarni gotowe zbiory, artykuły i wywiady ( tłumaczone na rosyjski książki - przyp. tłum) polskiego publicysty Jana Nowaka - Jeziorańskiego « Wschodnie rozmyślania ». Zbiory te, zdaniem rosyjskiej policji, utrzymują teksty ekstremistycznego sensu.

Na liście ekstremistycznych materiałów w witrynie ministerstwa sprawiedliwości dzieła Nowaka - Jeziorańskiego nie są wykazane. Co zaś nie spodobało się w nich władzom? Widocznie, sam fakt że to napisał Polak, oraz to, że poświęcone jest to Polsce i polskim interesom. Widoczne te interesy, zdaniem policji - słynnego publicysty nie całkiem zgadzają się z interesami rosyjskimi. Przy tym w jego pozycjach ( dziełach przyp. tłumacz) nie ma ani obraz Rosji, ani wezwań do obalenia władzy państwowej, ani innych znaków ekstremizmu. Ale za to, w nich jest to, czego nasi urzędnicy boją się jak ognia — inna opinia.

Gwałtowna aktywność policji (rosyjskiej) w zadziwiający sposób zgadza się z nowym postępującym się pogorszeniem stosunków między Rosją a Polską. Trwa nadal próba wyprowadzki polskiego konsulatu z budynku w centrum Petersburga. Niedawno okazało się, że nasze kraje nie mogły się domówić w sprawie o pozwolenie na przejazd transportu kołowego po terytorium Rosji i Polski. Petersburskie "prawoochranitieli" dają swoją asymetryczną odpowiedź — zaczęły bezlitosną walkę z książkami. Takie osobliwe zwycięstwo na ideologicznym froncie.

Urzędnicy i zwierzchnicy resortu siłowego nie mogą zrozumieć prostej rzeczy. Poszukiwanie w nieskończoność wrogów i próby zabronienia wydawania książek, bez względu czy one są ukraińskie, tureckie albo polskie, skazane jest na niepowodzenie. Powiem więcej , szkodliwe. Jeżeli nie wiemy, co myślą nasi sąsiedzi, czym oni żyją i czego nie znoszą, nigdy nie możemy i nie potrafimy naprawiać dialogu między nami.

Teraz o prawnej stronie zagadnienia. Prawomocność działań policji, która wycofała całą edycję wydawania jest wątpliwa. Właśnie dlatego Drużyna 29 będzie bronić interesy wydawnictwa « Kogita ». Teraz przygotowujemy skargę do w prokuratury i do sądu. A za tym idzie ekspertyza, możecie wyrobić własną opinię o obecności ekstremizmu w zbiorze Nowaka - Jeziorańskiego, zwłaszcza że wydawnictwo wyłożyło tekst w otwarty dostęp w elektronicznym wyglądzie.

Jak sprawowało rządy, rzeczy, które nasze państwo « piarit » takim niestandardowym sposobem, znajdują się godnymi uwagi.

PS. Jak umiałem tak przetłumaczyłem. Za ewentualne nieścisłości przepraszam Ivan Pavlov i polskich czytelników.
Dodam również, że więcej o Ivanie i grupie 29 w linku: http://wojciech2.blogspot.com/2015/02/blog-post.html
************************************
Tekst orginalny Ivana Pawłowa:
************************************

Пока директор Библиотеки украинской литературы Наталья Шарина четвертый месяц сидит под домашним арестом в Москве, в Петербурге разгорается свой книжный скандал: опергруппа изъяла из типографии готовый тираж сборника статей и интервью польского публициста Яна Новака-Езёраньского «Восточные размышления». Сборник, по мнению полицейских, содержит тексты экстремистского толка.
В списке экстремистских материалов на сайте Министерства юстиции произведения Новака-Езёраньского не числятся. Что же так не понравилось в них властям? Видимо, сам факт того, что писал их поляк, посвящены они Польше и польским интересам. Очевидно, что эти интересы по мнению знаменитого публициста совсем не совпадают с российскими. При этом в его статьях нет ни оскорблений России, ни призывов к свержению государственного строя, ни прочих признаков экстремизма. Зато в них есть то, чего наши чиновники боятся как огня — другое мнение.
Внезапная активность полицейских удивительным образом совпала с новым витком ухудшения отношений между Россией и Польшей. Продолжается история с попытками выселения польского консульства из здания в центре Петербурга. Недавно оказалось, что страны так и не смогли договориться о разрешении на проезд фур по территории друг друга. Петербургские правоохранители дали свой асимметричный ответ — начали непримиримую борьбу с книгами. Такая вот своеобразная победа на идеологическом фронте.
Чиновники и силовики не могут понять простую вещь. Бесконечный поиск врагов и попытки запретить книги, будь они украинскими, турецкими или польскими, обречены на провал. Более того, они вредны. Если мы не знаем, о чем думают наши соседи, чем они живут и чего боятся, мы никогда не сможем наладить диалог.
Теперь о юридической стороне вопроса. Законность действий полицейских, которые изъяли весь тираж издания, сомнительна. Именно поэтому Команда 29 будет защищать интересы издательства «Когита». Сейчас мы готовим жалобы в прокуратуру и суд. А пока идет экспертиза, вы можете составить собственное мнение о наличии экстремизма в сборнике Новака-Езёраньского, благо издательство выложило текст в открытый доступ в электронном виде.

Как правило, вещи, которые наше государство «пиарит» таким нестандартным способом, оказываются достойными внимания.

środa, 10 lutego 2016

Przygoda z wydawnictwem Ridero






 
To moje książki które są gotowe z ISBN , oraz te
które oczekują na nadanie tego numeru przez
Bibliotekę Narodową.




 Fragmenty licencji którą udzieliłem mojemu wydawcy tj Ridero do działania w moim imieniu. Fajnie jest mieć kogoś, kto zajmie się wszystkim. Dziękuję. 

 A to ze strony Ridero kontakty z tymi którzy są wielkimi właścicielami e-booków. Akurat te fragmenty dotyczą jednej pozycji - książki pt. SŁONECZKO. 

Naprawdę fajna przygoda i bardzo miły wydawca. Polecam wszystkim piszącym wydawnictwo RIDERO.
https://ridero.eu
 

środa, 27 stycznia 2016

Tajemniczy świat Filipa


Wstęp
    Mój kochany wnuczek poprosił mnie o napisanie bajki. Bajki to coś wymyślonego, więc zadałem pytanie:
 - Filipku o czym ma być ta opowieść?
No i chyba tu trafiłem. Dziadku napisz o krasnoludkach.
- O krasnoludkach pomyślałem.... - a więc jednak bajka.
Dziadku, to ma być o dobrych i złych krasnoludkach..... i zaczęliśmy rozmawiać na temat tego, co i o czym mam napisać. W pewnym momencie, do mojej świadomości dotarło, że mój najukochańszy wnuczek, opowiada mi o czymś, co jest i co istnieje. Mówi, o świecie, o życiu, o istnieniu dobrej strony – czyli o tej kolorowej i o złej stronie – czyli tej czarnej. O tym, że obydwie strony mają swoich przywódców..... No tak, a więc krasnoludki chyba tak naprawdę istnieją. Te dobre , chcą by wszyscy byli szczęśliwi, a te złe, cieszą się, kiedy coś się psuje, kiedy jest źle, lub potrafią kogoś zasmucić. Tak, to robota krasnali. ....
To chyba zapowiedź czegoś nowego, co zaczęło już powstawać. Czy to będzie bajka o krasnalach, czy życie widziane oczami dziecka. Dziecka wierzącego w świat krasnali? Nie wiem, zobaczymy co z tego wyjdzie..
.
   Te opowiadania popełnione zostały razem z moim wnukiem Filipem. Autorem zdjęć jest Patryk Wiatr, tatuś Filipa. Muszę jeszcze dodać, że ono jest już w wydawnictwie Ridero. Oczywiście wszystkie zdjęcia, które są bardzo ciekawe, będzie można zobaczyć w e-książkach, e-boksach i w wersji wydawniczej w okresie późniejszym. 




Witajcie moi młodsi przyjaciele.

Może zdziwiło was to, że nie piszę „witajcie drogie dzieci”? Wiem, tak czynią inni. Ja uznałem jednak, że w pewnym okresie życia, nikomu, tak za bardzo dzieckować, nie wypada. Z prostej i bardzo oczywistej przyczyny. No... bo za słowem dziecko, najczęściej coś się kryje. Dziecko nie rób tego, nie możesz, to nie dla dzieci... Dziecko, nie wolno, jesteś za mały... Dziecko, idź już spać...., to film dla dorosłych... i tak dalej. Ja też byłem kiedyś w waszym wieku i wiem jak to się odbiera. Słysząc takie słowa,  mniejszy człowiek chce  od razu być dorosłym.  Chce mieć własną rodzinę i dzieci, takie jak wy. Składa sobie przysięgi, że swoim dzieciom nie będzie robił takich rzeczy, że będzie traktował je normalnie, tak jak dorośli traktują siebie na wzajem.
A więc moi młodsi przyjaciele, dzisiaj do mnie zadzwonił mój wnuczek Filipek. Powiedział, dziadku, napisz mi bajkę. Od razu zorientowałem się, że nie prosi o bajkę, taką jak wszystkie. Nie, nie chodzi o to, żebym miał coś przeciw bajkom. Niektóre są naprawdę bardzo piękne. Ale sami wiecie,  tak naprawdę, wiele rzeczy się w nich powtarza. Takich oryginalnych , niema zbyt wiele. No i jeszcze to -  my wiemy , że bajka, to jest bajka, czyli coś wymyślonego przez pisarza, żadna prawda i jak to w bajkach bywa - musi się zawsze dobrze skończyć...
Filipku o czym ma być ta opowieść, zapytałem.
No i chyba tu trafiłem. Dziadku napisz o krasnoludkach.
O krasnoludkach pomyślałem.... -  a więc jednak bajka.
-         Dziadku, to ma być takie opowiadanie, o dobrych i złych krasnoludkach.....
Zaczęliśmy rozmawiać na temat tego, co i o czym mam napisać. W pewnym momencie, do mojej świadomości dotarło, że mój najukochańszy wnuczek, opowiada mi o czymś, co jest i co istnieje. Mówi, o świecie, o życiu, o istnieniu dobrej strony – czyli o tej kolorowej i o złej stronie – czyli tej czarnej. O tym, że obydwie strony mają swoich przywódców..... No tak, a więc krasnoludki chyba naprawdę istnieją. Te dobre , chcą by wszyscy byli szczęśliwi, a te złe, cieszą się kiedy coś się psuje, kiedy jest źle, lub potrafią kogoś zasmucić. Tak, to robota  krasnali. Zacząłem zbierać swoje myśli i wspomnienia z okresu mojego życia i coraz bardziej stawałem się pewien tego, że wiele rzeczy na tym świecie to nie sprawa przypadku, ale działania krasnali. Postanowiłem temat zbadać dogłębnie i napisać o tym, informując o wszystkim, co zbadałem i czego się dowiedziałem. Moim wspólnikiem został oczywiście Filip, a więc wspólnymi siłami stworzyliśmy to tajemne dzieło, na które w tej chwili  patrzycie.
Podczas moich rozmyślań, doszedłem do jeszcze jednego wniosku. Tyle bajek, opowieści, baśni powstało na temat krasnoludków. Były ich różne ilości. Występowały pojedynczo, jak na przykład Koszałek Opałek, lub zbiorowo, jak tych siedmiu z królewną Marysią na dodatek. Krasnal, krasnale i człowiek.... Czy wy zauważyliście to samo co ja? W większości przypadków, oprócz pomocy z ich strony,  która była zawsze , najczęściej one słuchały człowieka. A więc człowiek najczęściej był ich przywódcą....
Filipku kochany, mam napisać o krasnalach. O tych dobrych i złych. A dlaczego kiedy zapytałem się czy ten przywódca, to ktoś kto nimi kieruje , odrzekłeś, no coś w tym rodzaju. A więc nie do końca, wszystko jest tak samo jak u ludzi... , nie wszystko.... prawda? Z drugiej zaś strony, ty masz o nich, bardzo dużo wiadomości. Wiesz jakie są, jak się bawią, kto nimi rządzi . Wiesz , że są dobre i złe, że mają ludzkiego przywódcę. Na pewno jest on kimś młodym, może nawet bardzo młodym, bo kto ze starszych potrafiłby zrozumieć ten baśniowy świat. Kiedy zapytałem się o imię tego przywódcy, zawahałeś się i powiedziałeś – powiedzmy Baltazar. Mnie się jednak bardzo wydaje, że na imię ma Filip. No i co teraz powiesz? Pomyliłem się? Chyba nie...



No cóż, odpowiedzi udzielane są w różny sposób. Ja to rozumiem, czasami coś stanowi wielką tajemnicę i chociaż bardzo się chce, nie można nikomu nic powiedzieć. Tak czasami bywa.


Opowieść I - Z prochu powstałeś



Kiedy nowy człowiek pojawia się na tym świecie, wszyscy się radują. Od razu ma rodzinę, która z tej okazji robi różne spotkania. Trwają rozmowy, radości, troski. Zamartwianie się o przyszłość i tak dalej. Dziwne jest to wszystko. Ale to mi nigdy nie przeszkadzało. Gorszy jest ten drugi etap. To nachylanie się nad łóżeczkiem i to tiiiiii, tiiii, lub tiuuuu, tiuuuu i łapanie za policzki, nazywanie mnie Filipciem, Filiposem i nie pamiętam już czym jeszcze.


Każdy mały człowiek ma bardzo liczną rodzinę, która ma duże grono przyjaciół, a ci z kolei mają też rodziny. Koszmar. Nikt w tym okresie nie stara się rozmawiać jak człowiek z człowiekiem. Kiedy byłem już większy zobaczyłem ZOO. Tam też niektórzy zwiedzający robili dokładnie tak samo. Trudno, trzeba być wyrozumiałym i jakoś to przeżyć. Mnie w każdym bądź razie udało się. Jestem cały i zdrowy, bez żadnych urazów fizycznych, czy psychicznych, po tych rodzinno - przyjacielskich eksperymentach na mym ciele i mojej duszy. Ufff... Zaczęły się spacery i integracja z otaczającym mnie światem. Powstawały pytania. Rodziły się z ciekawości życia. Ja Filip, wpadłem w okres ciekawości życia i wszystkie odpowiedzi były na wczoraj. Którejś nocy, w jednym z moich pięknych snów przyszedł krasnal. Jak zwykle z miną pełną ciekawości, a z jego figlarnego spojrzenia mogłem się domyśleć, że coś knuje.
- Witaj Baltazar, przywitałem go w sposób chyba bardzo miły. Co chcesz mi dzisiaj powiedzieć?
Powiedzieć, powiedzieć, zaczął mnie przedrzeźniać Baltazar. Ty się najpierw naucz mówić. Te twoje ciągłe   nie artykułowane dźwięki przyprawiają mnie o ból uszów.
Jak zwykle , nie był zbyt miły. Próbował mi dokopać na samym wstępie, tak bym mu nie pokazywał swojej ludzkiej wyższości nad krasnalami. Jeden zero dla niego. Prawda, nie potrafiłem jeszcze dobrze mówić. Te wszystkie słowa wydawały się takie trudne. Ale już dużo rozumiałem. Bardzo dużo. Kiedy jednak słowa wpadały w takie szszsz...czyczy, słyszałem szelest. Czasami był miły, a czasami nie. Dziwne jednak było to, że Baltazar rozumiał mój bełkot. Tak, był jedyną istotą na świecie z którą mogłem porozmawiać.
- Co chciałeś Baltazarku, zapytałem go z uśmiechem na ustach.
Co chciałeś, co chciałeś, znowu zaczął swoje przedrzeźnianie. Nic nie chciałem. Jestem po prostu ciekaw, czy już wiesz skąd się wziąłeś na tym świeci. Bo widzisz ja prowadzę takie badania. Zdania w Krasolandi są jednak podzielone. Część naszych naukowców uważa, że człowiek rodzi się w kapuście, inna i prawie równa twierdzi, że to bajka, ponieważ człowieka przynoszą bociany. No, a jak było z tobą? Pamiętasz coś z chwili swoich urodzin?
Co miałem pamiętać? Nic nie pamiętałem. Dobiegły do mnie jakieś słowa rodziców, że miałem czepek na głowie, ale to chyba nie to. Może gdybym umiał mówić, zapytałbym rodziców i pomógł w ten sposób Baltazarowi w jego pracy naukowej. Ale nic z tego. Temat trzeba odłożyć na później. Tak,  nauka wymaga czasu. W tym przypadku, czasu potrzebnego bym nauczył się mówić i czasu na pytania i odpowiedzi w tym zakresie.
Mijały tygodnie i miesiące. Ja rosłem jak ciasto na drożdżach. Moja mowa zaczynała przypominać mowę ludzką i potrafiłem już określić wiele rzeczy. Potrafiłem też wyrazić wiele moich pragnień, okazać złość i zniecierpliwienie. Jednak najczęściej okazywałem radość i szczęście, bo takie było moje najwcześniejsze dzieciństwo. Najważniejsze, że rosnę....


Pewnej niedzieli rodzice postanowili zabrać mnie do kościoła. Uznali, że jestem już na tyle duży, że nie będę przeszkadzał. I tak się stało. Bardzo ciekawa atmosfera, dużo ludzi i jeden tak jakoś inaczej ubrany. Z ubioru podobny do Baltazara. Tylko, że trochę inny. Bardziej uroczystszy i ładniej śpiewał. Po jakimś czasie, wszedł na takie podwyższenie. Później dowiedziałem się, że to była ambona. Wykonał takie ruchy ręką i powiedział uroczyście słowa: Z proch powstałeś... W tym momencie przypomniało mi się pytanie Baltazara. Czy wiem w jaki sposób powstałem. Teraz mam odpowiedź. To oczywiste, że z prochu. Nie mogłem doczekać się wieczoru, czasu pójścia spać. Minuty i godziny mijały bardzo wolno. Kiedy zasnąłem, natychmiast pojawiła się Baltazar. Przychodził co noc. Uprzedzając jego złośliwości, zawołałem – wiem, wiem, wiem..
-         Co wiesz, co wiesz, padły podwójne jak zawsze słowa Baltazara.
Wiem jak powstaje człowiek, wiem skąd się wziąłem na tym świecie.
-         No skąd, z ciekawością w głosie, zadał pytanie Baltazar? 
Opowiedziałem mu o mojej wizycie w kościele i słowach tego dziwnego człowieka który patrząc na mnie powiedział „z prochu powstałeś...”
Baltazar zamyślił się mocno. Kiedy tak intensywnie myślał, na czole robiła mu się  wielka zmarszczka. Taka, która chciała powiedzieć – martwię się o cały świat.
-         Wiesz co, odparł po chwili. Niedługo zrobi się ciepło. Wiem, że do Ciebie ma przyjechać dziadek. On był kiedyś wojskowym lotnikiem, to na pewno na prochu się zna bardzo dobrze. Ćwicz teraz swoją mowę i nie zapomnij znowu o tej ważnej sprawie. Jak będzie u Ciebie , to się go zapytaj, jak to jest naprawdę z tym prochem. Bo to zagadnienie jest zbyt tajemnicze jak na krasnalowe rozumy.
 I zniknął. Czas mijał szybko. Dziadek nie przyjechał tak jak planował. Minęło trochę czasu, ale w końcu był  i było super. Ja nieco podrosłem i o prochu zapomniałem.  Pewnego dnia wybraliśmy się zwiedzić zamek. Naprawdę coś ciekawego. Były tam takie wielkie armaty, zbroje, wiele rzeczy. I wtedy żarówka w głowie. Przypomniało mi się. Tak, sprawa prochu. Bardzo ważna sprawa. Mogła wiele wnieś w Krasnolandi do nauki. Zebrałem myśli i  zadałem pytanie. Dziadku, co to jest proch, jak powstaje i do czego służy? Dziadek posadził mnie na lufie jednej z armat i zaczął wszystko objaśniać.


 Fajnie się siedziało na tej armacie, ale chyba nie otrzymałem odpowiedzi na moje pytanie. Wiem już jednak, że ten proch jest za tą kulą którą widać. A to już jakiś postęp w naszych naukowych rozważaniach. Zawsze coś. Potem była jeszcze jedna inna okazja. Takie oko w oko z mniejszą armatą. Chciałem ją rozkręcić, ale paznokcie to nie śrubokręt. Do tego był to chyba plan filmowy, chodził jakiś facet z kamerą. Na końcu przyszedł  właściciel tej armaty i zapytał co robimy. Dziadek powiedział, że oglądamy i zastanawiamy się czy jej nie kupić. I do dziś słowa z prochu powstałeś, tak do końca nie udało mi się wyjaśnić. Może z prochu, albo z kapusty, lub dzięki bocianom. Czy to w końcu, tak ważne?





Opowieść II – Jak zostałem dżedajem


Dżedaj, to Gwiezdne Wojny, siła mocy . Jak więc można zostać kimś takim? A jednak. Mój przyjaciel Baltazar nie odwiedza mnie już codziennie. Nie to, że nasze drogi się rozeszły. Nic z tych rzeczy. Dalej jesteśmy przyjaciółmi. Ja poznałem trochę zwyczaje Krasnolandi, on bardziej zaaklimatyzował się w społeczeństwie ludzkim. I dobrze nam się z tym żyje. Mamy dwa światy, każdy ma swój, chociaż czasami przekraczamy tą magiczną linię.  Właśnie dowiedziałem się, że przyjeżdża dziadek. Moja radość sięgnęła zenitu. Już mam obiecane, że nauczy mnie jeździć samochodem, będziemy jakiś czas razem i myślę, że znowu będzie ciekawie. W Malborku zbliżały się uroczystości związane z bitwą pod Grunwaldem. Wielka uroczystość pt.  Oblężenie odbywa się tradycyjnie każdego roku. Jest inscenizacja , światła, walki rycerzy strzelanie z łuku i każdy ma coś do wyboru z epoki średniowiecza.
Wiecie o co chodzi i chyba nie mówię zbyt skomplikowanym językiem? Teraz w przedszkolu już uczą, że E = mc2 , jednak z rzeczami tajemnymi jak zrozumienie świata krasnali, nie uczy nikt. Tak się dzieje z dwóch powodów. Po pierwsze, trzeba mieć w sobie moc,  po drugie, trzeba w to wierzyć . Podobno wiara czyni cuda, ale zostawmy to. Ja uwierzyłem kiedyś , że z prochu powstałem.... Dobrze, nie rozwijam  tego tematu dalej.
A więc przyjechał dziadek i zrobiło się weselej. Z tą nauką jazdy, lipy nie było. Siadałem na jego kolanach, kierownica i jazda. Za każdym razem było lepiej. Szkoda tylko, że na bezdrożach, czy bezpiecznych placykach. Ale i tak było fajnie. Zaczęliśmy też odbywać długie spacery po całym Malborku. Na nowo zacząłem odrywać wspaniałe miejsca, te wszystkie większe i mniejsze sklepiki z gumą do żucia. A dziadek jak to dziadek. Cieszył się, kiedy miał możliwość sprawić mi radość, ale każdy zakup nowej gumy uczył mnie czegoś. Poważnie. Potrafił niespodziewanie mówić o tym, że kiedy człowiek jest miły, wzbudza też dobroć u innych ludzi. I od razu lekcja pokazowa. Filipku, idziemy kupić gumę do żucia i postaram się być niezbyt miły dla pani ekspedientki. Moje ulubione gumy do żucia były w takich wielkich niby akwariach. Takie pojemniki szklane w których były tysiące gum.  Po wejściu do sklepu , stanęliśmy przed takim pojemnikiem. Dziadek poprosił, niby grzecznie, gumę do żucia, zaznaczając jednak, że on chce tą na samym spodzie. Pani ekspedientka , powiedziała, że taka sama jest na górze. Ale ja chcę tamtą, upierał się dziadek. No i wyszło tak jak wyszło. Czym większe żądania, tym pani zza lady mówiła bardziej stanowczo nie. Wyszliśmy z niczym. Byłem zdziwiony. Jednak to nie był koniec. Następny sklep i następne gumy. Na pewno będzie tak samo, pomyślałem. Dziadek jakby czytał w moich myślach. Filipku, teraz będziemy bardzo mili i z dużym szacunkiem będziemy się odnosić do pani, która tam pracuje. Weszliśmy na luzie z uśmiechem na twarzach. I znowu ten wielki pojemnik. Co dla panów, zapytała pani po drugiej strony lady? Mamy  pewną prośbę, ale nie chcemy sprawiać kłopotu. Mój wnuk kolekcjonuje gumy do żucia i zobaczył, że na samym spodzie jest taka jedna, inna,  która pasuje do jego kolekcji. Szkoda, że na samym spodzie. Nikt przecież nie będzie wyjmował tysiące gum, żeby wyjąć tą jedną. Kłopot, jaki kłopot, usłyszeliśmy miły głos pani ekspedientki. Dla tak miłych klientów już się robi. Po chwili wszystkie gumy były na ladzie. I ta nasza jedna wskazana przez dzidka, w moich rękach. Szybko zrozumiałem co chciał mi pokazać dziadek. Jeżeli chcesz coś osiągnąć, bądź sam miły i uprzejmy. Pewne słowa są magiczne. Tak, należą do nich proszę, przepraszam i wiele innych, takie słowa które innym sprawiają przyjemność.

Dziadek też zauważył, że jestem trochę nieśmiały. Nie wiem, może tylko  wstydziłem się zapytać innych ludzi o coś, a może jednak bałem. Albo nie wiedziałem jak. Od tej pory wszystkie moje prośby były spełniane. Tylko jeden warunek. Sam musiałem się wszystkiego dowiedzieć. Nie powiem, na początku było to bardzo trudne. Ale pod zamkiem zbyt wiele rzeczy się działo, żeby tam nie być codziennie, żeby ciekawe pytania same nie cisnęły się do ust. Lekkie śniadanie i wymarsz. I te opowieści dziadka. Ja dawałem temat, a dziadek opowiadał. Najczęściej było tak, że po jakimś czasie wokoło było pełno słuchaczy. My fajnie się bawiliśmy, a często na koniec opowieści były oklaski. Wymyśliliśmy też pewien sposób zabawy. W automatach były takie zabawki. Różne zwierzaki, figurki. Jedne ładne, inne mniej . Wrzucało się monetę i przekręcało pokrętłem. Coś zawsze wypadło. Nie zawsze jednak to co chciałem. Po kilku - dziadek proszę o złotówkę, dziadek powiedział poczekaj. Na jakiej zabawce ci zależy. Pokazałem mu, o na takiej. Tylko jak to zrobić , żeby akurat ta wypadła. Dziadek się uśmiechnął. Poczekaj, zaraz coś sprawdzimy. Zaczął obchodzić automaty i po chwili powiedzał. Chodź   do tego. A teraz wrzuć złotówkę i koncentracja. Tak jak u dżedaji. Koncentracja i siła woli. Powtarzaj za mną. My dżedaje siłą naszej woli, każemy tej zabawce wyskoczyć z automatu. Tu palcem dotknął zabawki za szybą automatu.  A potem usłyszałem kręć.  Po chwili wybrana zabawka była w moich rękach. Byłem zdumiony. Dziadek, a jeszcze raz , też by się udało?  Uda się za każdym razem. No to ja chcę tą zabawkę. Biegiem poleciałem do automatu i już chciałem wrzucić złotówkę. Poczekaj, powoli, usłyszałem głos dziadka. Skoro chcesz tą zabawkę, to idziemy do tamtego automatu. I znowu to samo. Koncentracja, siła woli, woli dżedaja. I znowu sukces. A za nami coraz więcej ciekawych ludzi. Popatrywali, zaglądali, patrzeli na ręce. ... Upał był niesamowity, zachciało mi się pić. Miałem taką specjalną butelkę z zamknięciem. Taką, żeby nic się nie wylało. Trzeba było ją tylko przytrzymać i drugą ręką otworzyć. Dziadek wyjął butelkę z plecaka, postawił na stoliku i powiedział. Mistrzu Filipie, jak przystało na prawdziwych dżedaji, musimy ją otworzyć siłą woli. Jedną ręką przytrzymał butelkę, ja stanąłem po drugiej stronie stolika. Dookoła zapanowała cisza. Jakaś japońska wycieczka zatrzymała się. Nie tylko oczy, ale i kamery zostały skierowane w naszą stronę. Poważna sprawa. Dziadek uśmiechając się powiedział po cichu, spokojnie. Jesteśmy przecież dżedajami. Po chwili ciszy padły słowa. No dżedaju, podwójna koncentracja. Nasza siła woli i tajemna wiedza za chwilę otworzą tą butelkę. Magiczne odliczanie – raz, dwa, trzy i otwarta.  Coś syknęło, zamknięcie butelki puściło, odbiło się o ściankę. Honor dżedaji był uratowany. Turyści z Japonii zrobili film, a długo jeszcze po, chodziły różne opowieści o naszej mocy. Nie dawało mi to spokoju. Po powrocie do domu zapytałem wprost. Dziadku, jak ty to zrobiłeś? Czy naprawdę jesteś dżedajem? Masz w sobie moc? Nie, zaśmiał się dziadek. I zaczął mi tłumaczyć. Widzisz z tych automatów zawsze wypadała trzecia zabawka którą było widać. Więc chcąc mieć tą wybraną, trzeba było stanąć przed automatem, gdzie ta zabawka była trzecia w kolejności. Rozumiesz...No tak, ale ta moja butelka otwarta siła woli... Filipku, nie siła woli. Zobacz, ta butelka z boku przy zabezpieczeniu  ma taki mały występ. Kiedyś niechcący na niego nacisnąłem i się niespodziewanie otworzyła. Dzisiaj fajnie się bawiliśmy. Widziałeś tych ludzi, którzy za nami chodzili . Chciałem ich przekonać, że to nie sztuczki, ale siła mocy. I się udało. Po numerze z butelką chyba w to uwierzyli. A więc ty ich świadomie oszukałeś, zapytałem. Od razu zrobiło mi się głupio. Po co to pytanie. Chwila ciszy. Można tak powiedzieć drogi wnuczku. To jednak była tylko zabawa. A więc chyba nie było w tym nic złego. Kiedy potrafimy oddzielić sprawy poważne, czy ważne od niewinnej zabawy, takie małe oszustwo jest dozwolone. Bo to jest tylko niewinna zabawa. Nikomu nie robimy tym przykrości, ani żadnej innej szkody. Długo myślałem o dzisiejszym dniu. W moim śnie podzieliłem się wrażeniami z Baltazarem. Nie powiedział nic. Nie często to mu się zdarza. Dopiero na drugi dzień, powiedział – może jednak wy coś z tych dżedaji macie w sobie. No nie wiem. ...


Dźedaj, dżedajem. Krzyżakiem jednak przez chwilę byłem. Takim z prawdziwym mieczem i szyszakiem. Rozmawiałem nawet z królem i dostałem zamkową monetę. Ale to już inna bajka.


Opowieść III - Dziwne przygody przedszkolaka



Bardzo lubię zwierzaki. Nie pytajcie jakie, to trudna odpowiedź. Generalnie wszystkie, ale nie do końca. Nie lubię komarów , kiedy mnie gryzą, much, kiedy budzą zbyt wcześnie rano..... No coś bym tam jeszcze znalazł. Kiedyś usłyszałem takie stwierdzenie, „szukajcie, a znajdziecie”. Słowa te jednak pochodziły z tego samego miejsca, co z prochu powstałeś. Postanowiłem , że drugi raz nie dam się wpuścić. Niech będzie jak jest. Nie wiem, nie pamiętam, kropka i tyle.
Którejś nocy Baltazar jak zwykle miał wspaniały pomysł. Powiedział
-         Filipku, jesteś już dużym chłopczykiem. Żyjesz otoczony szczęśliwą rodziną i widać, że żyje ci się dobrze. Jednak czy czasami myślisz o innych?
Czy myślę o innych? Co za dziwne pytanie. Pewnie, że myślę. Myślę o mamusi, tatusiu, babciach, dziadku...
-         Dobrze, dobrze, powiedział Baltazar. Nie o takim myśleniu myślę. Nie chodzi o ludzi. Oprócz ludzi na tym świecie są jeszcze inne istoty.
Krasnale ? Zapytałem nieśmiało.
-         Teraz to ty jesteś złośliwy, a to w końcu moja specjalność. Słowa te Baltazar wypowiedział z jakimś smutkiem.
No , nie, nie jestem złośliwy. Po prostu o was też myślę, zacząłem łagodzić moją wcześniejszą wypowiedź.
-         Dobrze, dobrze. Nie będziemy się kłócić. Widzisz, ludzie którzy mają jakieś zwierzęta są inni, są lepsi. Potrafią inaczej patrzeć na świat. Rozumieją, że inne stworzenia też potrafią się cieszyć i smucić. Wymagają opieki, potrzebują czułości. W dawnych czasach człowiek żył blisko przyrody. Potrafił ją rozumieć, rozpoznawać. Nigdy niczego nie niszczył niepotrzebnie. A teraz... ? Kiedy będziesz na spacerze popatrz ile jest połamanych gałęzi. Ile jest zniszczonych zdeptanych trawników. Czy widziałeś kiedyś rannego ptaka postrzelonego z procy, albo z wiatrówki? Tak to robią ludzie. Podobno to ich bawi i czasami tym się nawet chwalą . O zgrozo, jak dzisiaj ten świat się zmienił. Pomyśl o tym i poproś rodziców żeby kupili ci jakieś zwierzę,  najlepiej psa.
Po chwili Baltazara już nie było. Szkoda, bo miałem tyle do niego pytań.
Kiedy słońce pojawiło się na niebie, wyskoczyłem z mojego łóżeczka. Przecierając oczy, wbiegłem do pokoju rodziców. Ja chcę psa, stanowczo oznajmiłem.
-         Co chcesz Filipku, chórem zapytali rodzice?
Psa.
-         Jakiego psa, padło pytanie.
Normalnego, co ma cztery łapy, merda ogonem, szczeka i lubi się ze mną bawić..
Miny rodziców spoważniały. Popatrzeli po sobie i powiedzieli, dziecko usiądź.
-         Widzisz, pies to nie zabawka. To żywe stworzenie, wymagające opieki, obowiązkowości, odpowiedzialności. Posiadanie psa, wiąże się z wieloma sprawami. Po pierwsze, nasze mieszkanie nie jest zbyt wielkie. Mieszkamy na piętrze, a pies czasami pobrudzi schody. To tak jak dziecko, czasami jest zbyt wesoły, czasami smutny, albo choruje. Właściciel psa musi mieć to wszystko na uwadze. Musi mu zapewnić spacery, odpowiednie wyżywienie, dbać o niego, sprzątać i tak dalej... Potem zamilkli.
Ale ja będę to wszystko robił.
-         Filip, ile razy teraz musimy ci przypominać, żebyś pochował zabawki, poukładał rzeczy po swoich zabawach?
Ale ja już to będę robił... jak będę miał psa, dodałem.
-         Nie jak będę miał psa, ale najpierw pokażesz, że ty już tak robisz. No przez kilka miesięcy, codziennie, bez próśb i nakazów.
Kilka miesięcy, przecież to wieczność. To co ja teraz będę miał – zapytałem?
-         Na początku może rybki?
Nie rybki. Kiedyś w Internecie widziałem takie bardzo dziwne stworzenia. Nazywały się patyczaki. Może bym spróbował je hodować? A więc głośno powiedziałem. Na razie, niech będą patyczaki. I sprawa stanęła. Zostałem hodowcą patyczaków.

Patyczaki przypominały trochę takie miniaturowe smoki. Nie wymagały zbyt wielkiej opieki. Codziennie karmienie. Były prawie nieruchome, przypominały też kawałki uschniętych patyczków. Jednak wpatrywanie się w nie, było bardzo ciekawe. Polubiłem te moje patyczaki. Okres próby przebiegał pomyślnie. Czasami jakieś małe potknięcie, ale takie jest życie . Marzenie o psie jednak pozostało i od czasu do czasu o nim przypominałem. W końcu nadszedł ten dzień.

Piękna mała kuleczka znalazła się na moich kolanach. Była taka miła i taka bezbronna i niezaradna jak kiedyś ja. Rodzice powiedzieli, że to dziewczynka i musieliśmy wymyślić jej dziewczeńskie imię. Od tej pory miałem swojego pieska, który rósł ze mną. Obgryzał meble i palce, czasami gdzieś nasikał, szczekał i rozrabiał. Teraz rozumiem rodziców, że czasami się denerwowali, kiedy ja byłem nieznośny. Teraz ja też jestem takim psim rodzicem i inaczej patrzę na zachowanie  mojej podopiecznej. Myślę, że przygody z moim pieskiem, to inny już osobny rozdział mojego życia. Kiedyś o tym opowiem.
W tej części mojego opowiadania nic nie wspomniałem o złych krasnalach. Ale jak zachcecie , postaram się to naprawić w następnych. Zapewniam was jednak, że takie istnieją. Jeden z nich , nawet chciał mnie kiedyś zjeść. No byłem wtedy mały. Nie wierzycie, zobaczcie sami.
Może jest on liderem zespołu, ale chodzi ubrany na czarno, robi groźne miny. Pasuje mi do tego , co Baltazar opowiadał o złych krasnalach. Ale o tym innym razem. Muszę was jednak zaręczyć , że na świecie jest wiele dziwnych rzeczy. Nie wszystkie potrafimy wyjaśnić, ale zobaczcie sami.

Konie w kropki, niczym pantery....


Dzieci z duszą kierowcy rajdowego....


Duchy w starym zamku


Chłopcy żeglarze

.... no czasami zmieniają się w prezenterów radiowych...


.... albo pilotów myśliwców...


.... wystrzeliwują się z katapulty ... i wiele, wiele innych rzeczy, które w głowach się nie mieszczą. A na początku myślałem, że będzie to opowieść o krasnoludkach. Niby było o krasnoludkach, bo Baltazar, to przecież krasnoludek. Było o tych dobrych i o złym też wspomniałem. Rozmawiając z wami, nie wiem czy wszystko o nich mam prawo wam powiedzieć? Sami wiecie ten świat jest trochę tajemny. Krasnale są małe i czasami bezbronne. A jak wy myślicie? Mogę powiedzieć o nich coś więcej? 

wtorek, 12 stycznia 2016

Fan Club



 Fan Club

Dziś poczułem się jak król, 
bo zagrałem główną z ról.
W klubie fana moi mili, 
taką rolę przydzielili.


Koleżanka to zrobiła,
wiem, że była bardzo miła.
Ja poczułem się dwuznacznie,
coś nowego znów się zacznie. 

Z jednej strony dobra sonda,
widzisz wszystko jak wygląda.
Z drugiej, trochę to nie skromnie,
ten club przecież mówi o mnie. 

Więc dziś proszę  moi mili,
byście głów swych nie chylili. 
Lecz traktujcie na wesoło, 
wszystko dla was, co w około. 

sobota, 9 stycznia 2016

DZIECKO NA WAGARACH



Gdzieś nad rzeczką z pełną teczką,
dziecko przykucnęło.
Co nie w szkole dziś matole,
sumienie go pyta?


Gdybym później się narodził,
to do szkoły bym nie chodził,
- dziecko odpowiada.
Miło tak czasami z sobą ,
troszeczkę pogadać.


Zajrzę sobie do swej teczki,
troszeczkę zgłodniałem.
Myślę będą dziś bułeczki,
i gęsi kawałek. 


Znowu wielka niespodzianka,
z margaryną chlebek.
Sąsiad gęsi nie wypuścił,
choć słonko na niebie. 


Wczoraj pani nam mówiła,
że pięć stów dostanę.
Mamie o tym nie wspomniałem,
no bo przyszedł Janek.


Janek synem jest proboszcza,
i się gnój pochwalił,
u nich księża na probostwie
wszyscy już dostali.


Gdybym zrodził się w komunie,
wyżywienie było.
Bułka z masłem i kakao,
w szkole było miło. 


Ale teraz mamy lepiej,
mama ma zasiłek.
Na dwa dni to nam wystarczy,
potem za seks żyje. 


A z sąsiad, kawał chama,
wczoraj z mamą bywał.
Dzisiaj gęsi nie wypuścił,
taka z niego gnida. 


Może powiem o tym tacie,
to mu mordę złoi?
Ale wtedy płot postawi
i na złość nam zrobi.


Fajnie dziś się rozmawiało
czas do domu wracać.
I pamiętać o tym muszę,
że tata ma kaca.


 PS.

Szkoły zbytnio ja nie lubię,
tak jak inne dzieci.
Chociaż, szczerzę muszę wyznać,
religia obleci.

Optymizmem mnie napawa,
lubię wierzyć w cuda.
Myślę, kiedy będę już dorosłym,
mnie też coś się uda.

No na przykład takie wino,
z wody zamienione.
Posiąść taką umiejętność,
lepiej niż mieć żonę.

Tata tego też próbował,
lecz się nie udało.
Mama daje mu jabola,
zawsze krzyczy – mało.

Kiedy będę już dorosłym,
to sobie poradzę.
Wygram w totka jakiś milion,
lub otrzymam spadek.

DZIEŃ DRUGI
Dzisiaj w szkole też nie byłem,
grypa mnie dopadła.
Pewnie to jest ptasia grypa,
od gęsiego sadła.

Sąsiad też był dzisiaj miły,
kupił mi rogala.
Teraz z mamą na tapczanie,
ćwiczenia odwala.

Mama piwo mu kupiła,
on mi pół darował.
Nie tak całkiem za darmochę,
bym rączek nie chował.